| Audi prawie nówka... - felieton o Królestwie Lawety |
|
|
| 10.09.2007. | |
![]() Szybkość, z jaką nowe auto traci na wartości, bywa oszałamiająca. Już w momencie przejeżdżania bramy salonu nasze świeżo kupione maleństwo deprecjonuje się skokowo. Czyli logika podpowiada, że należy kupować auta używane. A jednak rozmaici ludzie wciąż kupują nowe – godząc się na to, że wydadzą dużo więcej pieniędzy za fakt bycia pierwszym właścicielem, za chemiczną woń nowości, za fotel, w którym przed nimi nie siedział nikt (a jeżeli nawet – to tylko po to, żeby sobie pomarzyć, a nie pojeździć).
Oczywiście natura nie znosi próżni i najpierw auta muszą zostać kupione przez pierwszych właścicieli, żeby potem szansę mogli mieć następni. Nie da się spowodować, żeby wszystkie auta były używane. Oszołomy kierujący różnymi państwami niekiedy usiłują zmusić ludzi, żeby wszystkie auta były możliwie nowe – poprzez karanie posiadaczy starszych samochodów rozmaitymi opłatami ekologicznymi i podatkami. Zwykle jednak to się nie udaje i rynek aut z drugiej ręki kwitnie w najlepsze. Równowaga pomiędzy podażą aut używanych a ilością chętnych na takie pojazdy waha się cały czas – jednak nawet w momencie ogromnego importu aut używanych auta nowe wciąż znajdowały nabywców – choć spadek ich sprzedaży był odczuwalny.
Posiadacze salonów i firmy dystrybuujące samochody lobbują za przepisami ograniczającymi zasięg królestwa Lawety. Nie można jednak zakazać swobodnego importu aut używanych. To wkraczanie w sferę wolności ludzi do kupowania tego, co chcą. Auto, choćby było nawet klepane z przystanku autobusowego i spawane z czterech ćwiartek powinno zostać dopuszczone do ruchu, jeżeli przejdzie badania techniczne. To oczywiście ekstrema i totalna większość sprowadzanych zza zachodniej granicy samochodów jest w daleko lepszym stanie technicznym niż zardzewiałe maluszki pamiętające jeszcze Gierka, czy polonezy. Tak naprawdę rozwiązanie problemu sprowadza się do wymuszenia uczciwości badań technicznych. Czasami dziwi istnienie na ulicach samochodu, który gdy hamuje, to zapalają mu się światła stopu, ale gasną migacze – i trzeba się domyślać, co zrobi za chwilę – czy rzeczywiście skręci, czy już zwątpił w sens skręcania i pojedzie dalej prosto ? Ta ciekawa opcja samogasnących migaczy dostarczana była jako wyposażenie standardowe przez wiele lat w autach z FSM. Wciąż jeżdżą, siejąc zamęt i zniszczenie. A co auto takie robi na drodze ? Przeszło ono badania techniczne za pięćdziesiąt zeta w stacji kontroli pojazdów w Pikutkowie Małym. Pan Władziu, diagnosta, zdołał Mocą nadprzyrodzoną dokonać przeglądu nie wstając z krzesła. Użył magicznej różdżki, a'la Harry Potter – tylko takiej krótkiej - stawiając znamię w książce pojazdu. Myślicie, że było inaczej ? Czyżbym naruszył jakieś tabu?
Policja z kolei ugania się wściekle za pieniążkami za przekroczenia prędkości. W gazetach czytam – takie będą nowe radary, a takie będą nowe kary, a takie nowe radiowozy. Może nawet deputat benzyny do nich będzie. Dymiące olejem stare dostawczaki i kopcące ciężarówki zasadniczo nie przekraczają prędkości, więc nie są źródłem dutków – jak mawiają najstarsi górale. Poza tym trudno karać ludzi pracy. Myślę, że policja potrzebuje jednego dodatkowego elementu wyposażenia – okularów. Szmatkę do przecierania szkieł, jak już sadza ze starych wraków je okopci – kupię w czynie społecznym.
Czym dla mnie jest auto ? Używam go do podróżowania na długie dystanse, rzadziej do jazdy po mieście. Ma być wygodne – to pewne. Nie chciałbym także zatrzymać się gdzieś w szczerym polu tylko dlatego, że coś rozpadło się ze starości. Niezawodność to cecha, która warta może być wydania dodatkowych pieniędzy. Ponadto nie lubię aut z kiepskim wyposażeniem. Jeżeli mam ograniczony budżet (a tak jakoś dziwnie się składa, że nie miałem dziadka Rockefellera) to wolę kupić auto mniejsze lub relatywnie tańszej marki – ale z kompletnym wyposażeniem. Nabywcy wielkich limuzyn z ręczną klimatyzacją, montujący potem do nich dodatkowe elektryczne szyby i przyciemniający je folią, aby sprostać oczekiwanemu image bogatego człowieka śmieszą mnie. Szczególnie jeżeli po samochodzie na pierwszy rzut oka widać, że jest to furka prawie nówka, odkupiona z trzeciej ręki od inżyniera Karwowskiego.
Tomasz Pirowski
Jest to rozszerzona wersja felietonu z magazynu KMH nr. 02 (www.kmh24.pl ) Zapraszam do komentowania i głosowania w ankiecie po lewej stronie. |
| « poprzedni artykuł |
|---|


















