| Zielono mi |
|
|
| 12.02.2008. | |
![]() Choć nawet jeszcze wtedy nie istniałem, tęsknię za czasami, w których samochód rzeczywiście był wyłącznie – jak mi ktoś kiedyś powiedział – „kupą żelastwa na kołach”. Zero tzw. „wspomagaczy”, zbędnych systemów i innych gadżetów. Rzecz jasna, nie napędzały go już silne nogi jaskiniowca, a najprawdziwszy silnik spalinowy, jak dzieje się po dziś dzień. Jednak dzisiaj to nie kierowca, a komputer zaczyna grać w kwestii kontroli nad pojazdem pierwsze skrzypce, a przecież wtedy komputer służył najwyżej jako nieco urozmaicona wersja liczydła. To deprymujące, ale nie do tego zmierzam. Otóż za owych dawnych dobrych czasów zupełnie nikt nie przejmował się takimi czynnikami jak choćby spalanie, emitowanie CO2 czy opór toczenia opon. Ludzie eksploatowali swoje maszyny w spokoju, motoryzacja rozkwitała, a pojęcie „efektu cieplarnianego” było im niemal obce i wszyscy byli zadowoleni. Wkrótce (niestety) pojawili się także ekolodzy, lecz byli oni raczej tylko na pokaz, dla tzw. „picu”, stali w kącie jak te sierotki i czasem niemrawo zabierali głos, lecz nikt nie zwracał na nich większej uwagi. Powoli zaczęło się również mówić o tym, że niedługo zabraknie surowców niezbędnych do produkcji paliwa, którym posilają się nasze autka. Jednakże lata mijały, a zapasy ropy wciąż przeważały nad liczbą słoików gromadzonych w domowych piwniczkach. Było jako tako, ale dało się zauważyć, że czasy się zmieniają i nie wiadomo co strasznego nadejdzie jutro. „Ale to już było i nie wróci więcej” – słowa piosenki wręcz same się proszą by ich użyć. Gdyż, jeśli dysponujecie dostateczną spostrzegawczością, zauważycie, że nieubłaganie nadchodzą do nas zdecydowanym krokiem bezlitosne czasy twardych rządów ekologii w motoryzacji. Nie trudno to chyba dostrzec, nieprawdaż? A jak się to wszystko zaczęło? Banalnie. Wśród producentów aut rozpowszechniła się fatalna moda na ekologię i ekonomikę. Nie zamierzam rozstrzygać kto zaczął całą tą szopkę i czy zrobił to, ze względu na to, że zrobiło mu się żal cichociemnych ekologów i ich marnych gadek, nie jest to kluczowe zagadnienie. Wiem natomiast na jakiej mniej więcej zasadzie to zadziałało. Ot, prosty przykład – wyobraźcie sobie idiotę, który nagle odkrywa w sobie talent i stwierdza, że całkiem nieźle idzie mu wbijanie głową gwoździ. Po pewnym czasie pojawia się kolejny idiota, mówiąc: „Ja mogę lepiej...” W końcu do owego grona dołącza cała masa ludzi o równie małych rozumkach, prześcigając się wzajemnie w tej jakże dziwacznej dyscyplinie. I tak właśnie jest. A skoro producenci motoryzacyjni ni stąd, ni zowąd zauważyli jak bardzo trują naszą kochaną Matkę Naturę i poczęli wymyślać najrozmaitsze ekologiczne i ekonomiczne rozwiązania techniczne w samochodach, ekolodzy zajarzyli, że też mogą mieć coś do powiedzenia, że i oni mają prawo dorzucić do całego interesu swoje 3 grosze. Cóż, trochę za bardzo się podniecili, rozkręcili i rozpoczęli istną dyktaturę w naszym motoryzacyjnym światku. A jak to wygląda? Otóż dziś szczególnie popularne są hybrydy koncernu Toyoty, jutro zaś hitem będą auta zasilane krowim łajnem. Dziś powstają jednostki wodorowe, a być może już jutro będziemy oglądać weń wyposażony bolid Kubicy. Dziś powstają stacje z biopaliwem, jutro (jeśli pogoda pozwoli) hurtem wyruszymy po świeże bułeczki naszymi zasilanymi energią słoneczną maszynkami. Dzisiaj spod maski zaczyna wydobywać się dźwięk suszarki do włosów, z kolei jutro po jej otwarciu ujrzymy śmigającego na kołowrotku chomika. To chore! Te bezmyślne ekogłąby (bez urazy, ale tak właśnie nazywam ową społeczność) ich absurdalne normy ekologiczne i wtrącanie się do motoryzacji irytuje nie tylko nas – auto maniaków, ale i krzywdzi nasze kochane autka. Czy naprawdę nie wiedzą, że one też mają swoje uczucia i potrafią je wyrażać? Tak przecież jest. Przykład? A proszę bardzo. Gdy na pewien dłuższy czas zostawimy naszego kochanego 4 – kołowca na pastwę losu, na mroźnym, przepełnionym nudą i wilgocią dworze, samiutkiego wśród innych obcych aut, popadnie on w rozpacz i zacznie zwyczajnie płakać. Oczywiście nie czystymi łzami, a nieco mniej apetyczną rdzą, ale zawsze. W pojedynkę są bezbronne i nawet gdyby chciały, zupełnie nic nie poradzą na idiotyczne recesje ekologów, owszem, ale dzięki nam (kierowcom) mogą zdziałać niemal wszystko, co próbują nawet ostatnimi czasy udowodnić kierowcy TIR-ów blokując stolicę Polski na znak protestu przeciw protestowi... celników. Człowiek i maszyna w idealnej harmonii potrafią doprawdy czynić cuda, pałam zatem wielką nadzieją, iż zaradzimy także temu i że ci idioci zaczną wreszcie wbijać swoimi pustymi łbami gwoździe od nie tej co trzeba, drugiej strony. Można by pomyśleć, że nie cierpię ekologów, a naprawdę nic bym do nich nie miał, tylko dziwi mnie strasznie, dlaczego tak uparcie uczepili się motoryzacji i dążą do zniszczenia jej prawdziwego, wrodzonego piękna? Czy nie ma żadnych innych podejrzanych dziedzin, które można by nękać? Przecież – jak dowiedziałem się już jakiś czas temu z opublikowanych badań brytyjskich uczonych – bardziej od samochodu zagraża nam zanieczyszczając nasze środowisko niebezpiecznymi gazami jeden zwyczajny i pozornie niczemu nie winny łoś! To doprawdy okropne, iż ta ekomania dopada powoli niemal wszystkich. I nie mam tu na myśli tylko producentów aut, ale i samych kupujących auta takie jak Prius, przyczyniających się do rozpowszechniania tej idiotycznej modzie na całym świecie, zwłaszcza w (o dziwo) Ameryce. Dziś jeśli posiadasz np. wspomnianą hybrydową Toyotkę (jak choćby nasz szanowny wicepremier), to w oczach osób takich jak ja będziesz raczej przygasał niż promieniował, zaś przez innych okryty zostaniesz chlubą i chwałą, będziesz podziwiany przez ekologów i postrzegany jako prawdziwy bohater. Lecz przede wszystkim staniesz się modny, inaczej „trendy”, po prostu „na czasie”. Ja osobiście miast ulegać tej właśnie modzie, wolę już oglądać nieśmiertelną „modę na sukces”. Spokojnie, mam nadzieję, że wyczuliście w tym ironię. W każdym bądź razie na zakończenie powiem tyle, iż jeśli wszystko ma iść w tym kierunku, to preferuję raczej cierpliwie poczekać aż ktoś łaskawie wynajdzie wehikuł czasu, dzięki któremu przeniosę się do ery kamienia łupanego i rozpocznę swoją moto pasję od przejażdżki za kierownicą słynnego autka Freda Flinstone’a, ot, co. Autor: Tomasz Jaworski, www.supercars.vgh.pl |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|


















