| Test: Ford Mondeo Titanium X 2.2 TDCI - Imperium kontratakuje |
|
|
| 17.04.2005. | |
Na dźwięk słowa Ford TDCI niejednemu włos się jeży na głowie. To fajne, duże auta, za rozsądną cenę, mało palą i dobrze się nimi jeździ, chyba że akurat stoją w serwisie i wymieniana w nich jest pompa wtryskowa lub wtryskiwacze. A poza tym naprawdę jest świetne…Może zabrzmiało to złośliwie, ale to jest niestety fakt, potwierdzany przez rzesze posiadaczy TDCI i poruszany na różnych forach. Natomiast firma Ford cierpliwie stara się wykazać każdemu klientowi, który jedzie (lub co gorsza – jest ściągany przez lawetę) do serwisu, że jego awaria pompy wtryskowej jest jego własną winą bo wlał złe paliwo (dla pewności z auta każdego klienta pobierane są próbki paliwa – a nuż okaże się, że jego jakość była niedostateczna i będzie można odmówić naprawy gwarancyjnej). My znamy trwałość dwulitrowych TDCI z autopsji. Opinia nasza o nich jest delikatnie mówiąc nienajlepsza – pomimo ich cichej i oszczędnej pracy i doskonałych osiągów. Tym razem testujemy właśnie nowy-stary silnik 2.2 TDCI w Mondeo Titanium X. Piszemy w taki sposób, ponieważ zewnętrznie silnik 2.2 nie różni się od 2.0 – zmieniono skok tłoka (a co za tym idzie wał i korby) z 86,0 do 94,6 mm i przy tej samej średnicy cylindra pojemność zwiększyła się o 10%. Podobnie zresztą osiągi – 155 KM i 360 Nm (400 Nm z Overboost). Titanium X jest bogato wyposażoną wersją Mondeo – z pewną dozą złośliwości zaznaczamy, że pod maską znajdziemy nawet plastikową pokrywkę na silnik, za którą w najniższych modelach trzeba od pewnego czasu płacić. W środku klimatyzacja - konsekwentnie bez strefowego sterowania. Klimatyzacja strefowa w Fordzie jest jakby trochę wbrew logice w autach tańszych – np. w C-Maxie. Właściwie wszyscy konkurenci oferują już w modelach tej klasy klimatyzacje strefowe, stąd Ford nieco odstaje od innych marek. W ramach ostatniego face-liftingu zyskał trochę chromu tu i ówdzie (całkiem, całkiem ładnie) i dziwny spoiler na tylnej klapie sedana,który to spoiler powoduje odczuwalne wibracje karoserii powyżej 160 km/h. Ale skoro nie wolno w kraju jeździć więcej niż 130 km/h, to należy uznać, że wszystko gra. Fotele wyłożono alcantarą. Nie są to kanapy przed telewizor (w czym lubują się producenci z Francji) ale porządnie wyprofilowane, wygodne fotele, z podparciem odcinka lędźwiowego. Tylna kanapa jest również głęboko profilowana i bardzo wygodna a jej oparcie – znacznie odchylone. W takich fotelach zarówno z przodu jak i z tyłu można podróżować naprawdę długo bez żadnego zmęczenia. Co więcej – fotele mogą być nie tylko podgrzewane – ale także wentylowane (chłodzone). W dłuższych trasach uwierzcie – jest to prawdziwy hit! Elektryczna regulacja wysokości fotela jest standardem dla kierowcy i pasażera. Konsola środkowa i ornamentacje drzwi przednich wykonano w szczotkowanym chromie – bardzo ładnie komponują się z czarną tapicerką i dają poczucie sportowego lecz eleganckiego wnętrza. Do wyboru radia Sony, nawigacje Blaupunkt TravelPilot i (w testowanym aucie) – dotykowo sterowana (7 calowy ekran!) centralna konsola z nawigacją z DVD i dwoma monitorami kolorowymi w zagłówkach foteli przednich (cena tej opcji zapiera dech w piersiach…). Jak już nas stać na taki luksus to żyć i nie umierać – podróże można umilać sobie oglądając filmy na DVD – oczywiście dla bezpieczeństwa film wyświetlany jest podczas jazdy tylko w ekranach dla pasażerów z tyłu. W Polsce co prawda dostaniemy szybko oczopląsu z powodu wybojów, ale już w Niemczech poczujemy się jak w luksusowym autokarze, pędzącym 200 km/h. Wewnątrz również dodano kilka drobiazgów klasycznie chromowanych (na połysk). Styliści firmy Ford uczą się bardzo szybko i właściwie do wnętrza Titanium X nie można mieć zastrzeżeń. Aha, i o jednym musimy jeszcze napisać - lusterka są podgrzewane – po porażce przy próbie zagrzania lusterek w Seacie Altea sprawdziliśmy to – tutaj jest odpowiedni przycisk - i grzeją! Tak więc zerujemy komputer pokładowy, odpalamy i jedziemy. Miłe uczucie przyśpieszenia, pierwszy, drugi zakręt – i już wiemy, że zawieszenie jest majstersztykiem. Auto rewelacyjnie trzyma się drogi, ale wciąż zawieszenie gwarantuje przyzwoity komfort i radzi sobie z polskimi dziurami. Wskaźniki przyspieszenia należą do najlepszych w tej klasie: półtoratonowy Ford Mondeo Titanium X napędzany 2,2-litrowym silnikiem Duratorq TDCi przyspiesza od 0 do 100 km/h katalogowo w 8,7 sekundy (nasz pomiar – 8,8 sekundy, pomiar GtechProComp). Na autostradzie auto przekracza deklarowaną przez producenta prędkość maksymalną 220 km/h – przynajmniej licznikowo (Policja? Gdzie była wtedy policja?). W środku wcale nie jest głośno – również fabryczne opony zachowują się dobrze (205/50 17’) i cicho przy większych prędkościach. I naprawdę nic nie trzeszczy – co więcej – nie będzie (jeździliśmy już starszymi Mondeo z przebiegiem ponad 100000 km i wciąż w środku było cicho i bez trzasków). Hamulec wydaje się być trochę za słaby dla tak ciężkiego auta. Kilka mocniejszych hamowań i odnosi się wrażenie, że się nie zatrzymamy – w rzeczywistości nie jest tak tragicznie ale przy częstym, ostrym użytkowaniu siła hamowania spada dość szybko i podczas sportowej jazdy możemy się niemiło zdziwić. Za to kontrola trakcji nie jest nachalna i daje się wyłączyć w sposób jednoznaczny (a nie tak jak w innych markach sama się włącza, gdy uzna za stosowne, a wyłączona wciąż działa, choć z mniejszą czułością). Ford potraktował swoich klientów jak ludzi dorosłych – i chwała mu za to, że nie musimy być niewolnikiem elektroniki we własnym aucie. Chcemy – jest ESP+TCS. Nie chcemy – nie ma. Przy rozsądnej jeździe auto pali poniżej 7 litrów na 100 km. Właściciel raczej nie zbankrutuje z powodu wydatków na paliwo. Śmiesznie mały jak na auto takiej klasy i pojemności jest zbiornik paliwa – troszkę ponad 55 litrów. Czemu nie 30? Byłoby jeszcze śmieszniej… W dziedzinie niezawodności auta jest całkiem dobrze – pierwsze sprzedane Fordy Mondeo trzeciej generacji jeżdżą już ładnych parę lat (ponad 5) i zawieszenia nie psują się nazbyt szybko pomimo maltretowania na polskich drogach. Dealer Forda solennie zapewniał, że problem z awariami wtrysków Delphi jest rozwiązany jednoznacznie i auto jest niezawodne, a silnik dostosowany do polskiego paliwa – no może z pominięciem stacji w GS-ach. Jeszcze jedna uwaga - komputer silnika jest zainstalowany w bezpiecznym miejscu na grodzi kabiny i podczas stłuczki nie ulegnie uszkodzeniu – choć pewnie w przyszłości producent coś „wymyśli”. Piszemy o tym dlatego, że Ford popisał się żałosnym cynizmem, montując sterowniki silników w Focusie C-Max (i oczywiście również w Volvo S40, V50) w przednim zderzaku, po prawej stronie patrząc od przodu – i sterownika nie chroni NIC poza cienką warstwą plastiku zderzaka. Ford chyba po prostu chce zarobić na zniszczonych w drobnych stłuczkach sterownikach – bo pod maską jest kilka innych dobrych miejsc, gdzie sterownik nie byłby pierwszą strefą kontrolowanego zgniotu (może nazwać to „strefą kontrolowanego wyciągania kasy”?). My wiemy, że na rynku motoryzacyjnym jest kryzys, ale litości – nie próbujcie obdzierać nas ze skóry w stylu polskiego Ministerstwa Fiskalizmu, pardon – Finansów. Cena? 115 tysięcy złotych (z kilkoma istotnymi dodatkami – można przyjąć że 120 tysięcy wystarczy – o ile nie zapragniemy telewizorów w zagłówkach i dotykowej nawigacji). Jak za to, co dostajemy – cena wydaje się być rozsądna – przynajmniej jak na Europę (w USA tamtejsze Mondeo, czyli Ford 500 w najdroższej wersji Limited kosztuje 26 000 $ - www.fordvehicles.com - czyli 2/3 ceny Forda Titanium X – i ma klimatyzację strefową... Cóż, przyjemność życia w Unii Europejskiej musi nam wyrównać te ponad 30 tysięcy złotych dodatkowo wydanych za to samo auto). Ocena końcowa niech będzie w stopniach szkolnych. Jeżeli 6 = celująco, to Ford naszym zdaniem zasłużył na naciąganą – ale jednak piątkę. Pozytywy przeważają wyraźnie nad negatywami - o ile dealer nie kłamał i silnik się nie zepsuje. Z drugiej strony aż ciężko uwierzyć, że producent auta pozostałby przy systemie wtrysku Delphi po gehennie napraw pomp i wtryskiwaczy – jeżeli system ten dalej byłby tak niedoskonały, byłoby to seppuku – stąd pewnie się nie zepsuje. Tak czy siak - jeżeli coś się z tą testowaną dziś sztuką stanie – napiszemy Wam o tym na pewno.
Plusy - w skrócie:
+ cichy, dynamiczny i oszczędny silnik + duże, przytulne, dobrze wyciszone i wyposażone wnętrze + nienagannie zestrojone „usportowione” zawieszenie, zachowujące komfort + bogate wyposażenie w cenie modelu, rozsądna cena + mnóstwo opcji do wyboru – w tym nawigacja z DVD i 3 monitorami
Minusy - w skrócie:
- brak klimatyzacji strefowej (zmiłujcie się – ile jeszcze czasu trzeba będzie na nią czekać?) - krótki zasięg z powodu małego zbiornika paliwa (55-58 litrów) - za słabe, łatwo „puchnące” hamulce
Zera - w skrócie:
0 silnik 2.0 TDCI często się psuł – ale 2.2 ma być lepszy i bez błędów poprzednika 0 ciekawa stylizacja nadwozia – ale jednocześnie jest to już drugi face-lifting modelu 0 agresywny spoiler na tylnej klapie sedana wygląda dobrze, ale przy szybkiej jeździe wytwarza wibracje |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|


















Na dźwięk słowa Ford
Tym razem testujemy właśnie nowy-stary silnik 2.2 TDCI w Mondeo Titanium X. Piszemy w taki sposób, ponieważ zewnętrznie silnik 2.2 nie różni się od 2.0 – zmieniono skok tłoka (a co za tym idzie wał i korby) z 86,0 do 94,6 mm i przy tej samej średnicy cylindra pojemność zwiększyła się o 10%. Podobnie zresztą osiągi – 155 KM i 360 Nm (400 Nm z
Fotele wyłożono alcantarą. Nie są to kanapy przed telewizor (w czym lubują się producenci z Francji) ale porządnie wyprofilowane, wygodne fotele, z podparciem odcinka lędźwiowego. Tylna kanapa jest również głęboko profilowana i bardzo wygodna a jej oparcie – znacznie odchylone. W takich fotelach zarówno z przodu jak i z tyłu można podróżować naprawdę długo bez żadnego zmęczenia. Co więcej – fotele mogą być nie tylko podgrzewane – ale także wentylowane (chłodzone). W dłuższych trasach uwierzcie – jest to prawdziwy hit! Elektryczna regulacja wysokości fotela jest standardem dla kierowcy i pasażera.
Tak więc zerujemy komputer pokładowy, odpalamy i jedziemy. Miłe uczucie przyśpieszenia, pierwszy, drugi zakręt – i już wiemy, że zawieszenie jest majstersztykiem. Auto rewelacyjnie trzyma się drogi, ale wciąż zawieszenie gwarantuje przyzwoity komfort i radzi sobie z polskimi dziurami. Wskaźniki przyspieszenia należą do najlepszych w tej klasie: półtoratonowy Ford Mondeo Titanium X napędzany 2,2-litrowym silnikiem Duratorq TDCi przyspiesza od 0 do 100 km/h katalogowo w 8,7 sekundy (nasz pomiar – 8,8 sekundy, pomiar GtechProComp). Na autostradzie auto przekracza deklarowaną przez producenta prędkość maksymalną 220 km/h – przynajmniej licznikowo (Policja? Gdzie była wtedy policja?). W środku wcale nie jest głośno – również fabryczne opony zachowują się dobrze (205/50 17’) i cicho przy większych prędkościach. I naprawdę nic nie trzeszczy – co więcej – nie będzie (jeździliśmy już starszymi Mondeo z przebiegiem ponad 100000 km i wciąż w środku było cicho i bez trzasków).
Hamulec wydaje się być trochę za słaby dla tak ciężkiego auta. Kilka mocniejszych hamowań i odnosi się wrażenie, że się nie zatrzymamy – w rzeczywistości nie jest tak tragicznie ale przy częstym, ostrym użytkowaniu siła hamowania spada dość szybko i podczas sportowej jazdy możemy się niemiło zdziwić. Za to kontrola trakcji nie jest nachalna i daje się wyłączyć w sposób jednoznaczny (a nie tak jak w innych markach sama się włącza, gdy uzna za stosowne, a wyłączona wciąż działa, choć z mniejszą czułością). Ford potraktował swoich klientów jak ludzi dorosłych – i chwała mu za to, że nie musimy być niewolnikiem elektroniki we własnym aucie. Chcemy – jest ESP+TCS. Nie chcemy – nie ma.